Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwo w państwie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwo w państwie. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lutego 2015

Śmieciówka i gówniana przyszłość

Dawno nie pisałam, ale mój czas pochłaniany jest przez codzienne zajęcia na tyle, że nie mam chwili na napisanie czegokolwiek. Albo może inaczej - po prostu mi się nie chce. Chociaż z tym, że wolnego czasu coraz mniej to nie kłamię :). Po wielu przygodach znalazł się sposób na comiesięczny dochód - tzw. "praca". Dlaczego "tzw"? Proste, weszłam do grona młodych zbierających śmieciowe żniwo bogatych pasibrzuchów. Tak, tak, dokładnie - umowa cywilno-prawna.

środa, 8 października 2014

Zeżryj swoje mieszkanie - będzie Ci lżej!


Pomysły naszego Rządu wydają się coraz bardziej zaskakiwać. Wczoraj padł pomysł o podatku "od piractwa", a dzisiaj na portalu wpolityce.pl czytam o kolejnej szczytnej idei "ratującej emerytów z opresji". 

Otóż w mniemaniu polityków emeryci mają zeżreć swój dom! Niby w przenośni, ale bardzo słabej, której niestety bardzo blisko do dosłownej wykładni. Pomysł jest mniej więcej taki, by emeryci oddawali bankom swoje mieszkania, w zamian za ratalne, co miesięczne spłaty - tzw. "odwrócona hipoteka". O ile w przypadku samotnych staruszków rozwiązanie  wydaje się odpowiednie, to w przypadku rodziców, którzy starają się o przyszłość swoich dzieci, to zdecydowany cios w serce

Kolejny przykład tego, że w Polsce jesteś albo bogatym, albo biednym. Niestety nasz Rząd daje nam coraz więcej powodów do emigracji, na której to mimo wszystko, dostajemy lepsze warunki bytowe niż w ojczyźnie. Zresztą globalizacja działa na tyle skutecznie, że Rząd musiałby się niezwykle mocno postarać, żeby młodzi ludzie myśleli o Polsce jako swoim najukochańszym miejscu na ziemi....


Więcej możecie poczytać na portalu wpolityce.pl KLIK

czwartek, 2 października 2014

Poszukiwania pracy cz. 3 - wyprawa w teren

Kolejne dni lecą bardzo szybko, ale ja staram się nie próżnować. Chociaż CV rozniosłam już wcześniej tysiące, znowu wyruszyłam w teren. Jakoś tak nie mogę siedzieć w jednym miejscu, bo zaczynam pogrążać się w depresji ;-). Pierwszym miejscem, które wybrałam był dział edukacji w Urzędzie Miasta. Łudziłam się, że czekają na mnie z propozycją pracy. 

Dokumenty zostawiłam i kolejno chodziłam do domów kultury, klubów młodzieżowych, wydawnictw. Właściwie w mojej mieścinie niewiele tego, no ale przynajmniej wiem, że całe miasto słyszy o tym, że szukam pracy! Obwieściłam to gdzie mogłam, ale niestety każdy tylko przybił pieczątkę i schował moje CV do głębokiej, zakurzonej szuflady.... Chyba i z pieszych wycieczek nic nie wyszło... No, ale cóż, dwa fakultety z tytułem magistra, trzeci tytuł w toku, to chyba nie wystarczy, by pracować w placówkach edukacyjnych czy kulturalnych w Polsce...

Na gwałt potrzebna mi ciotka w urzędzie, mama w szkole, a tata na stołku prezydenckim. Wtedy już na pewno zagrzeję dłużej jakąś posadkę! Pfuu może nawet wystarczy mi blogowanie, by zarobić na życie, i to takie all inclusive

środa, 1 października 2014

Rekrutacja - Rozmowa kwalifikacyjna

Zrobiłam nowe, designerskie CV według wszelkich aktualnych wskazówek i rozpoczęłam kolejną turę poszukiwań. Coraz więcej dowiaduję się o tym, w jaki sposób i gdzie szukać pracy. Niestety bezowocnie... 

Wracając jednak do sedna. Wysłałam aplikacje na około 50 ogłoszeń. Większość dotyczyła obsługi klienta, pracy w biurze nieruchomości, telemarketingu, czy administracji. Po tygodniu zadzwonił pierwszy telefon! (pierwszy i jak na razie ostatni). Zostałam zaproszona na rozmowę do jednej z ogólnopolskich firm sprzedających szkolenia. EUFORIA! Poczułam, że jednak coś się uda, że ktoś mnie doceni, że będzie wypłata na koncie itp. 


Oczywiście czekając na konfrontację dalej prężnie wysyłałam odpowiedzi na przeróżne ogłoszenia. Nadszedł upragniony dzień - w stresie powtarzałam sobie wskazówki retoryczne i niewerbalne, które wciskano nam na studiach z komunikacji. Poszłam i co? I powaliło mnie pierwsze zdanie kierowniczki firmy "Mamy komplet pracowników, ale cały czas zmienia się sytuacja, także od dzisiaj to Pani pracy nie dostanie". Hmm myślałam, że jak ktoś zaprasza na rozmowę kwalifikacyjną to poszukuje pracownika, no ale cóż, współczesny rynek potrafi zaskakiwać....


Sama rozmowa? Tradycyjne tralala. "Dlaczego mamy Panią wybrać?" "Bo jestem wyjątkowa, kreatywna, staram się rozwiązywać problemy w niebanalny sposób". Ćwiczenia z autoprezentacji pomogły :) "W jaki sposób zachęci Pani klienta do zakupu produktu?" "Postaram się zdobyć jego zaufanie, pogadam o czymś przyjemnym, będę sympatycznie nachalna..."  Myślę, że użyłam dobrych argumentów, uśmiechałam się, stosowałam się do znanych mi wzorów zachowania w podobnych sytuacjach. Jednak po pierwszym zaskoczeniu przyszło drugie, po kolejnych słowach Pani kierownik: "Bo wie Pani tutaj to się kasę zarabia...Handel to jest kasaaaa. Ja to mogę wszystko robić byle mi kasę płacą". 

No tak kasa w dzisiejszych czasach najważniejsza, już nawet nie chciałam wspominać, że mi to by skromne 1300 zł  wystarczyło i słuchałam dalej zdobywając złotą wiedzę nt. współczesnego handlu. Pani kierownik kontynuowała: "Widzi Pani, najlepiej to dzwonić do takich prostaków. Oni nie myślą przepisami, łatwo wcisnąć im pakiety, a jak się rzuci komplementem to i znajomych namówią na nasze usługi". 

Miałam wrażenie, że robię się coraz mniejsza, przytłoczona zasadami telemarketingu. Chyba czułam się jak ten prostak, co to nie potrafi odmówić sprzedawcy.... No ale cóż, wysłuchałam, powiedziałam co miałam powiedzieć i skończyło się na tradycyjnym "zadzwonimy w przyszłym tygodniu". Po mnie wchodziło jeszcze kilka osób, a ja odetchnęłam z ulgą i wyszłam zastanawiając się nad tym, czy nawet gdy Pani kierownik zadzwoni, to tam wrócę...



Pierwsza rozmowa za mną, zatem pierwsze koty za płoty. Mam nadzieję, że jeszcze jakiś pracodawca zaprosi mnie na rekrutację zachowując się przy tym nieco bardziej profesjonalnie.

wtorek, 23 września 2014

Dlaczego nie ma pracy dla nauczycieli?

Od niedawna przystąpiłam do ogólnopolskiego grona bezrobotnych z podwójnym tytułem magistra. Szukając pracy uświadamiam się coraz bardziej w beznadziejności miejsca w którym mieszkam...

Studia z kursem pedagogicznym nauczyły mnie bardzo wiele, a praktyki odpowiednio  przygotowały do pracy w szkole. No właśnie - w szkole. Mówiąc o polskiej edukacji pojawia się wiele wątpliwości, a szczególnie wśród młodych nauczycieli. 

Udało mi się załapać na roczne zastępstwo w jednym z wiejskich gimnazjów i poznanie specyfiki tej "branży" od podszewki. Zdobyte doświadczenie pozwoliło mi na odpowiedzenie samej sobie na wiele pytań, które wcześniej gdzieś tam się pojawiały, jednak co najistotniejsze, to poznałam PRAWDĘ. Słowa te brzmią bardzo "szumnie", ale propagowanie poglądu, jakoby w polskich szkołach nie było miejsc pracy to mit, bo miejsca są, ale kto je zajmuje?? Jaka jest prawda?

Szkoła, w której miałam "zaszczyt" pracować to jedna z wielu w zamożnej śląskiej gminie. Oczywiście pracę załapałam dzięki znajomościom - bo jakżeby inaczej. Gdyby nie to, to w życiu nie dostałabym tego stanowiska (nie ma mowy o jakichkolwiek konkursach - wszystko załatwia się  przez telefon). Przydzielono mi tylko młodsze klasy, co wiązało się z niepełnym etatem - dlaczego?? Bo młody nauczyciel, bez wcześniejszego doświadczenie nie jest w stanie odpowiednio przygotować uczniów do testu gimnazjalnego! PARANOJA! (a gdzież to doświadczenie zdobyć?? a czego nas uczono przez tyle lat?? bez komentarza). Wiadomo, świeżo po studiach, absolwent cieszy się z byle ochłapów ;-)   Przechodząc jednak do sedna - jakie tajemnice kryją polskie szkoły??

Otóż wszyscy zainteresowani wiedzą z pewnością, że nauczycielski etat to 18 godzin tygodniowo plus 2 godziny dodatkowych, bezpłatnych zajęć z art. 42. Zdziwiło mnie zatem to, że wielu nauczycieli spędza w szkole znacznie więcej czasu. Nie wspomnę już o tym, że całe grono pedagogiczne przejęło posady po swoich rodzicach, a z "głową szkoły" łączą ich często relacje rodzinne. Przyjrzałam się bliżej planom lekcji i co zauważyłam?? Większość nauczycieli pracowało na 1,5 etatu, albo nawet 2! Nie mówiąc już o tym, że wielu z nich dorabiało jeszcze godziny w innych szkołach w gminie!
No przepraszam bardzo, ale co to ma być?? Ja rozumiem, że każdy goni za pieniądzem, chce by mieć  jak najwięcej, ale to jest  jawne generowanie bezrobocia! I hipokrytą jest ten, kto mówi, że nie ma etatów,  że nauczycielom potrzebne przekwalifikowania!Wystarczy tylko dać młodym szansę i odpowiednio rozdzielić wakaty. 


Kolejny absurd: W kuluarach, wśród innych nauczycieli, którzy byli na zastępstwach, mówiło się o tym często i udało nam się uzyskać odpowiedź, dlaczego jeden nauczyciel zagarnia wszystkie godziny (bez względów zysków osobistych oczywiście) - dlatego, że gminie i oświacie to na rękę! Płacą mniej składek. mniej formalności i zachodu. Ot tak, po prostu! I być tu człowieku samodzielny, mam wrażenie, że nie na darmo uczymy się w szkole tekstów Mrożka ;-)

Zatem wniosek jest prosty - dlaczego nie ma pracy dla nauczycieli? - bo ci co już pracują zagarniają jak najwięcej godzin. To państwo, oświata, dyrektorzy, sami nauczyciele nie pozwalają nam młodym na podjęcie stabilnej pracy i zdobycie odpowiedniego doświadczenia. 

Bez odrobienia stażu nie możemy także podjąć pracy w szkołach polonijnych za granicą, bez doświadczenia, ciężko wywalczyć jakiekolwiek stanowisko! 

Nie, nie narzekam na bezrobocie, bo jakoś sobie poradzę . Narzekam na nasz rynek pracy w edukacji. Czuję się nauczycielem, chcę uczyć dzieci, mam do tego kompetencje, ale muszę zmieniać branże tylko dlatego, że ktoś tam z góry zawsze decyduje na przekór wszystkiemu. 

Fin.